Hej! Ja jestem po cieciua wygladalo to tak:
kilka minut przed zabiegiem jestes cewnikowana (bardzo niemile uczucie) przewoza na blok operacyjny gdzie anestezjolog szuka na kregoslupie odpowiedniego miejsca do wklocia znieczulenia, trzeba zrobic koci grzbiet, jak najmocniej sie wygiac nastepnie wkuwaja grubasna igle miedzy kregi. Juz zaczyna rozchodzic sie znieczulenie, kladziemy sie na stole operacyjnym, przykrywaja serwetami, stawiaja parawan na wysokosci piersi, chyba zeby nie widziec co sie dziejewkluwaja sie w zyle, podaja kroplowke i takie tam... dezynfekuja brzuch i tna
najpierw warstwy skorne a poniej macice. Jezeli wczesniej nie doszlo do pekniecia pecherza plodowego, przebijaja go i pozbywaja sie wody (w moim wypadku wylali mi na reke, ktora mialam wzdloz tluowia, pamietam straszne cieplo i mokrosc
) poznei jest uczucie jakby mieli skore przecieta naciagnac prawie na twarz (tu krzyszalam bo bolalo) lekarz wsadza rece i wyjmuje dziecko... nastepnie wyjmuja wszystko co maja wyjac, czyszcza i zaszywaja macice nicmi rozpuszczalnymi i warstwy skory zwyklymi lub tez rozpuszczalnymi i to wszystko
fajnie nie?
![]()
pozniej odwoza na sale pooperacyjna i do nastepnego dnia rana musialam czekac az znieczulenie pusci, nic nie jesc i nie pic...
a ja pierwsze co zrobilam to wychalam litr wody mineralneji nie umarlam, nie wiem czemu nie wolno pic skoro sie chce!
nastepnego dnia rano (6-7) kazali juz wstawac i chodzic, ciezkie to bylo bo ja nie moglam usiasc a co dopiero wstac na nogi, wszystko rwalo i bolalo jakbym na nowo pekala, czulam kazdy szew.
a tego, ze glowy podnosic nie mozna to nie slyszalam![]()
pozdrawiam


LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedź z Cytatem




