Małe bajeczki
Most

    most    Był sobie raz leśny most, który wisiał nad małą rzeczką, w związku z czym sam też nie był zbyt duży. Wiódł ten most, a właściwie mostek bardzo spokojne życie – codziennie obserwował zmienne niebo nad sobą, szumiące drzewa dookoła, czasem podtrzymywał przechodzących ludzi, albo ptaszki. Ale przede wszystkim przyglądał się wesołej rzeczce płynącej pod nim.
 A patrzył na nią z zazdrością, ponieważ wydawało mu się, że wieść ona musi bardzo ciekawe życie. Z każdą chwilą widzieć nowe horyzonty, dotykać tylu rzeczy po drodze i tak wiele ciekawych różności mieścić w sobie. Tak, szemrząca wesoło rzeka musiała być bardzo szczęśliwa i mostek nieustannie marzył o tym by popłynąć z jej nurtem.
 Pewnego dnia pani Burza trafiła swym piorunem drzewo rosnące obok mostka. Przewróciło się ono do rzeki, a potem odpłynęło. Od tej chwili nasz mostek nie dawał spokoju pani Burzy dopóki jego także nie trafiła swoim piorunem. Spadł więc mostek do wody i zaczął płynąć z jej nurtem. Na początku był zachwycony i rozglądając się wokoło wołał radośnie “hurra, patrzcie ja płynę, poruszam się!”.
I tak było pierwszego dnia i drugiego, ale potem powoli przestało mu się to podobać. No bo niby i może widzi dużo rzeczy, ale tak naprawdę to niezbyt dokładnie. Nigdy nie zdąży im się przyjrzeć, zastanowić, przemyśleć tego co widzi, tylko ciągle coś nowego i nowego... Nie, to jednak, nie dla niego... Co tu zrobić? Postanowił mostek się zatrzymać i udało mu się zaczepić o brzeg.
I zdarzyło się też, że przejeżdżał tamtędy pewien gospodarz, który zabrał mostek ze sobą. I zrobił z jego desek i poręczy płotek. Mostek odetchnął z ulgą. Wiedział już, że przebywanie w jednym stałym miejscu podobało mu się o wiele bardziej, niż nieustanne pędzenie przed siebie. I szybko zadomowił się w nowym miejscu: polubił miękkiego czarnego  kota, który na nim siadał, szczekające psy przebiegające obok, wesołe dzieci wdrapujące się na niego.
I tak mostek, który stał się płotkiem był w końcu ze swego życia bardzo zadowolony.


 
Kłębki wełny
  kbki_weny                                                         Pewnego dnia mały bury kotek od samego rana miał bardzo zły humor. Tak zły że fuknął na swojego tatę kota i nawet próbował drapnąć mamę kotkę w łapkę.
Wtedy mama kotka dała małemu kotkowi trzy kolorowe kłębuszki i powiedziała: idź sobie na spacer i pobaw się czerwonym kłębuszkiem z wrogiem na niby. Potem kiedy poczujesz, że chciałbyś się bawić z kimś milszym weź żółty kłębuszek i pobaw się z nim w wyobraźni. A kiedy będziesz pewien, że masz prawdziwą ochotę na zabawę z kimś prawdziwym to weź zielony kłębuszek i mnie zawołaj. Po czym wręczyła mu te kłębuszki i lekko popchnęła w kierunku wyjścia.
Kotek poszedł naburmuszony. Wyobraził sobie wielkiego czarnego kota, który chce go zaatakować i ze złością zaatakował czerwony kłębuszek, szarpiąc go, gryząc i rzucając się z nim na wszystkie strony.  Długo trwało zanim zwyciężył wystarczającą ilość razy. I zmęczony  pomyślał, że to jest mało przyjemne.
Wziął więc żółty kłębuszek i zanim skończył walczyć z przyjacielem Rudzielcem na niby, poczuł, że jest głodny, i spragniony, i że chciałby się do kogoś przytulić. Wtedy miaułknął tęsknie w stronę swego koszykowego domu.
Na ten dźwięk pojawiła się mama kotka, która dała mu mleczka, a potem wyszedł tata kot, który przez chwilkę pobawił się z nim zielonym kłębuszkiem. I dzień ten dla naszego burego kotka dalej potoczył się przyjemnie i zwyczajnie.
 
Pieniądze

           Był sobie mały błyszczący pieniążek, który mieszkał u pewnego mężczyzny głęboko zakopany pod schodami jego domu. I bardzo smutno mu było i tęskno za światem, którego nie widział już bardzo długo.
I zdarzyło się raz, że przechodzili obok tego domu złodzieje, którzy zupełnie przypadkiem odkryli kryjówkę tego człowieka i jak się domyślacie natychmiast zabrali wszystkie pieniądze jakie tam były.
Pieniążek nawet się ucieszył – w końcu zobaczy ludzi, spotka inne pieniądze, zacznie żyć. Ale że nie przepadał za złodziejami postanowił się zgubić i pozwolić znaleźć komuś sympatyczniejszemu. I tak zrobił.
Długo leżał na drodze zanim wypatrzył w oddali małego chłopca wesoło podskakującego po chodniku. Wtedy cały się wyprężył i zabłyszczał mocno, tak, żeby ten chłopiec go zauważył. Tak też się stało, chłopiec zagwizdał z radości, pocałował pieniążek i wsadził go do pustej kieszeni.
W domu pieniążek  został włożony do skarbonki, gdzie było już kilka innych małych monet. Tam dowiedział się, że mały chłopiec często przelicza swój skarb, bo chce sobie kupić wrotki. Grosik ucieszył się, lubił być oglądany i dotykany, uwielbiał dźwięczeć uderzając o swoich kolegów.
I faktycznie wieczorem wszystkie drobniaki zostały wysypane i skrupulatnie przeliczone, brakowało już tylko kilku groszy. Chłopiec westchnął i zaczął marzyć o wrotkach i patrząc na swój zbiór nie widział pieniędzy tylko swoje wytęsknione wrotki.
To się bardzo spodobało pieniążkowi. Sprawiło mu przyjemność, kiedy wzrok chłopca prześlizgiwał się po nim wcale go nie widząc, grosik przez jedną krótką chwilę poczuł się jakby pędził po ulicy kręcąc kółkami. Przez moment był wrotkami i za to pokochał chłopca.
Po kilku dniach chłopiec zdobył brakującą sumę więc poszedł do sklepu. I przez całą drogę ściskał swoje oszczędności myśląc o wrotkach – już za chwilę, już..., coraz bliżej! To było naprawdę ekscytujące! Niestety chłopiec kupił wrotki, a pieniążek został w kasie i poczuł się bardzo smutny.
Niedługo to trwało, bo po chwili już był w portfelu pewnego pana, który także miał zwyczaj codziennie wieczorem przeliczać swój dobytek. Jednak to nie było podobne do tego co robił mały chłopiec. Zabrakło przyjemności przemiany, bo ten pan cieszył się widokiem samych pieniędzy i tylko chciała mieć ich więcej i więcej. Nie, grosik nie chciał tam zostać zbyt długo.
 Potem dostał się do portmonetki pewnej pani, która nie zwracała na niego żadnej uwagi. Pieniążek szybko się znudził i postanowił odejść przy najbliższej okazji.
I szczęśliwym trafem, znajomy mały chłopiec pomógł tej pani nieść zakupy. Wtedy grosik wskoczył w jej rękę i namówił jeszcze kilka innych drobniaków, żeby z nim poszli. Ta dobra kobieta jeszcze długo zastanawiała się, dlaczego aż tyle zapłaciła za tak małą przysługę.
A nasz pieniążek był szczęśliwy, ponieważ codziennie doświadczał przyjemności przemiany. Teraz przez chwilę mógł szybować po niebie, być wolnym i swobodnym jak latawiec, o którym właśnie marzył chłopiec. I wszystkie inne drobniaki też były zadowolone. W dodatku chłopiec zarabiał je na wesoło, i z ochotą. A im lepiej czuły się wszystkie monety, tym szybciej ich przybywało.
Aż w końcu nadszedł ten dzień kiedy zostały zamienione na latawiec.  A nasz pieniążek jak tylko znalazł się w kasie, zaczął myśleć jak by tu wrócić do chłopca, z którym czuł się najlepiej.
I tak pieniążek, który doświadczył przyjemności przemiany od tej chwili przez cały czas jej poszukiwał. I spotykał dużo ludzi, dzięki temu coraz bardziej umiejętnie rozpoznawał tych, którzy mogli mu ją zapewnić. A to dawało mu szczęście.


 
Piłka

        Pewnego razu żółto różowa piłka była bardzo niespokojna i postanowiła wyruszyć w świat by poszukać miejsca dla siebie.
Poturlała się więc wesoło naprzód i spotkała kotka. Kotek bardzo się ucieszył i zaczął się z piłką bawić, fikać koziołki, popychać i gonić i ta zabawa bardzo się piłce podobała. Jednak któregoś dnia piłka stwierdziła, że czegoś jej brakuje i poszła dalej.
Tego samego dnia poznała pieska, który zaszczekał wesoło na jej widok i chwytając ją delikatnie w zęby zaniósł do swojej budy, by ją tam w spokoju poobgryzać. To nie było miłe, więc przy najbliższej okazji wymknęła się i potoczyła dalej.
Turlała się i toczyła ciekawa wszystkiego, aż zatrzymała się by odpocząć. Wtedy pracowite mrówki podniosły ją i zaniosły na sam czubek  swego mrowiska. Przyjemnie było być tak niesionym, a później leżeć na samej górze mrowiska i być łaskotanym przez przechodzące pod spodem mrówki, ale po jakimś czasie poczuła, że powoli uchodzi z niej powietrze, więc rozbujała się i potoczyła na ziemię.
Wtedy pojawił się wielki ptak, uniósł ją wysoko do góry w swoich szponach i złożył do swojego gniazda. Z początku rozległe, przepiękne widoki podobały się piłce,, Jednak przyszedł dzień kiedy piłka się tym znudziła, więc pozwoliła wypchnąć się z gniazda pisklakom.
Lot był wspaniały, a zakończył się głośnym pluskiem do wody. Teraz piłka mogła sobie  popływać i to nawet było dość ciekawe. Jednak po jakimś czasie poczuła, że robi się coraz cięższa i pękata, więc posterowała do brzegu.
Tam schła kilka dni, zanim wiatr nie pomógł jej turlać się dalej i wtedy niespodziewanie wpadła do jakiejś głębokiej dziury, skąd nie mogła się wydostać.
Zaczęła płakać i lamentować, bo piach częściowo ją przysypywał i bała się, że już zawsze będzie tu bezczynnie tkwić. Ale na szczęście zdarzył się cud.
Kiedy słońce stało już wysoko, pojawiło się na plaży dziecko i zaczęło dłubać w tej dziurze, aż wyciągnęło piłkę. Wtedy krzyknęło z radości i zaczęło ją podrzucać.
Och to piłce spodobało się bardzo, ale to bardzo mocno. Starała się więc dobrze odbijać, bo chciała być jeszcze i jeszcze podrzucana. To było to! Wspaniałe, urzekające, zaskakujące – wprost wymarzone zajęcie dla piłki.
Kiedy więc dziecko wracając do domu zabrało piłkę ze sobą i ułożyło na półce obok innych zabawek była szczęśliwa. Po raz pierwszy piłka zasnęła zadowolona i uspokojona, myśląc: to  jest mój dom, ja tu zostaję.


 
Paluszek
        Był sobie bardzo ciekawski paluszek – wszędzie chciał wejść, wszystkiego chciał dotknąć, wszystko chciał sprawdzić. Po prostu musiał wiedzieć: Co to jest? Do czego służy? Jak się tego używa? I uwielbiał mokre, maziste, miękkie i twarde, badał chropowate, a nawet kłójące.
Codziennie z radością poznawał mnóstwo nowych rzeczy, aż pewnego dnia dotknął czegoś tak gorącego, że nie mógł tego znieść. Zaczął więc krzyczeć i płakać, a na samym jego przodzie pojawił się wielki bąbel.
I kiedy tak cierpiał, nagle inne, kochane, dobrze mu znajome paluszki włożyły go do czegoś tak zimnego, że aż było to bardzo nieprzyjemne. Ale tylko z początku, bo po chwili nasz ciekawski paluszek poczuł taką ulgę, że o mało się znowu nie rozpłakał.
I wtedy nauczył się czegoś bardzo ważnego – nawet największy ból można jakoś oswoić, a jednocześnie doświadczył gorąca i lodowatego zimna.
 
Zegar
           Któregoś razu wskazówki w zegarze pokłóciły się o to, która z nich jest najważniejsza. Ta mała gruba napuszyła się i poruszając się majestatycznie, niezauważalnie dla zwykłego oka powiedziała:
- To ja jestem najważniejsza, to ja! Dzięki mnie ludzie wiedzą która jest godzina, czy 6 czy 10 czy też 3, a przecież od tego jest właśnie zegar. Was mogłoby nie być.
Ta chudsza, a za to dłuższa, przeskakując co minuta powiedziała:
- Ja też jestem ważna, jeśli ciasto ma być dobre, albo chce się gdzieś zdążyć na czas. Jestem “co dominutnik”, a przecież wiadomo, że punktualność jest niezwykle ważna w ciągu całego dnia .
Na to wszystko biegający wkoło sekundnik zatrzymał się i rozpłakał – no cóż, jak tu się kłócić, skoro niektóre zegary wskazówki sekundnika nie mają wcale? Znaczy niepotrzebny.
Wtedy pozostałe wskazówki spojrzały na niego lekceważąco i zaczęły go pocieszać, że to miło kiedy on tak sobie wesoło biega i bardzo go lubią.
A kiedy to mówiły zdały sobie sprawę, że zegar przestał działać, a one wcale nie poruszają się. A nie przesuwają się, ponieważ sekundnik stoi i płacze.
 I tak skończyło się przechwalanie wskazówek, która to jest najbardziej ważna.
 
Dzwoneczek

        Była sobie taka rodzina, która ciągle była smutna. Smutny był tata, smutna była mama, i smutne były dzieci. Pewnego razu na spacerze spotkali kupca kolorowych rozmaitości. I kiedy przechodzili obok niego, niespodziewanie mała córeczka uśmiechnęła się na widok skaczącej brązowej małpki. Wtedy wszyscy usłyszeli prześliczny dźwięk,  a w ich sercach pojawiło się dziwne ciepło. A był to mały dzwoneczek.
Smutna rodzina kupiła ów dzwoneczek, który poza tym był zupełnie nijaki, szary, a nawet trochę obdrapany z jednej strony. Niestety, w domu, okazało się, że dzwoneczek nie działa, więc ze smutkiem schowano go do szuflady.
I wszystko było jak dawniej. Aż do lata, kiedy to przyjechała do nich na wakacje mała dziewczynka, która wcale nie chciała być smutna. I nawet kiedy była smutna to tak naprawdę jakby nie była, bo była smutna jakoś inaczej.
Dziewczynka często się śmiała i któregoś dnia, zupełnie bez powodu pocałowała smutną mamę, która poczuła się dziwnie poruszona. A wtedy stało się coś dziwnego - z szuflady dobiegł ich dźwięk dzwoneczka. I znowu wszyscy stali jak zaczarowani, a w środku coś ciepłego rozgrzewało im serduszka.
 Innym razem dziewczynka ufnie przytuliła się do smutnego taty, a ten niezwykle zdziwiony poczuł zapach bzu i znów zegar zadźwięczał. A kiedy dziewczynka mimochodem połaskotała dziecko wywołując bitwę na poduszki dzwoneczek rozdźwięczał się na dobre kilka minut.
 Rodzina była zachwycona i jednocześnie zakłopotana. O co tu chodzi? Chcieliby, żeby dzwoneczek tak dźwięczał przez cały czas, ale nie wiedzieli jak to zrobić.
Postanowili więc naśladować tą małą dziewczynkę. I robili to na różne sposoby, przy okazji dowiadując się o sobie ciekawych rzeczy. A dzwoneczek grał najpierw kilka minut dziennie, a potem nawet godzinę i dłużej.
 Z początku kiedy dzwoneczek dźwięczał wszyscy zbierali się dookoła, żeby go podziwiać. Ale po jakimś czasie  zaczęli w trakcie słuchania wykonywać jakieś codzienne obowiązki, bo nowe zachowanie tak weszło im w nawyk, że mały dzwoneczek grał przez cały czas. I to było bardzo przyjemne dla każdego z nich.
A któregoś dnia rodzina zdała sobie sprawę, że nikt poza nimi nie słyszy tego dzwoneczka, natomiast oni słyszą go gdziekolwiek nie pójdą. Była to rodzinna melodia ich serca.

 
Gwiazdka
  nowe_bajki-_gwiazdka   Była sobie mała gwiazdka, która smuciła się, ponieważ świeciła bardzo słabo. Pewnego dnia postanowiła coś z tym zrobić – podpłynęła więc do jednej z gwiazd, która świeciła ślicznym niebieskim blaskiem i spytała, ją jak to zrobić. Niebieska Gwiazda powiedziała, żeby starała się myśleć o czymś miłym, to wtedy zaświeci mocniej. I tak się stało, ale to było za mało, więc nasza mała Gwiazdka podpłynęła do drugiej gwiazdy, która świeciła na Czerwono i poprosiła o radę. Od Czerwonej Gwiazdy dowiedziała się, że dobrze jest być wesołym więc zaczęła się wesoło śmiać. Jednak to też dodało tylko trochę blasku małej gwiazdeczce. Wtedy mała gwiazdka przysunęła się się do trzeciej gwiazdy święcącej na żółto i dowiedziała się od Żółtej Gwiazdy, że trzeba głęboko oddychać i dużo ćwiczyć. Nasza mała gwiazdka zaczęła więc wesoło podskakiwać myśląc o przyjemnych rzeczach, ale i to było niewystarczające. Ona marzyła o tym by błyszczeć naprawdę pięknie. W końcu podskoczyła do czwartej gwiazdy, która świeciła na pomarańczowo. pomarańczowa Gwiazda zaś powiedziała jej, żeby spojrzała na ziemię, gdzie pełno takich małych istot. “Myślę, że one nas bardzo lubią, bo często tęsknie spoglądają na niebo. Wybierz sobie spośród nich jedną istotkę, taką która ci się najbardziej spodoba i świeć właśnie dla niej”. I nasza mała gwiazdka tak zrobiła. Długo przyglądała się ziemi, aż pewnego dnia zauważyła małą, uroczą dziewczynkę, która codziennie patrzyła przez okno jakby właśnie prosto na nią. Od tej chwili gwiazdka zaczęła świecić właśnie dla niej. A wtedy rozbłysła ślicznym różowym blaskiem i wreszcie poczuła się zadowolona. 
 
 
pasaz
 

WIELKIE ŻARCIE

przepisy

Ogłoszenia

POMYSŁY NA NUDE

 

valid-xhtml10
 
vcss